Otulenie zapachem niekoniecznie musi iść w słodkim kierunku. Twórcy zapachów przebierają w wyjątkowych akordach, które pomimo, że są ciepłe, najczęściej należą do rodziny orientalnych, ale w menu znalazłyby się w roli dania głównego lub przystawki. Wytrawne, wyraziste lub zmysłowe, niemal skórzane. Takie, które czuć na odległość lub bardziej dyskretne o umiarkowanej projekcji – wyczuwalne jedynie z bliska. Które z nich polecamy?
Yves Saint Laurent Rive Gauche to kompozycja awangardowa, ponadczasowa i absolutnie pozbawiona sezonowości. Ma w sobie francuski szyk, tajemnicę i klasę. Czym pachnie? Aldehydami, bergamotką i cytryną na samym wstępie. Kwiatami róż, jaśminu i gardenii w sercu, które jest niezwykle intensywne. A następnie zmysłowym wetiwerem, ciepłym drzewem sandałowym i bobem tonka, a także otulającym mchem dębowym.
Wyraziste i odważne, z porcją kwiatów i owoców, ale też dużą dawką orientu są Cacharel Yes I Am. Nie bez powodu flakon wygląda jak czerwona szminka. Nie lubi stać w cieniu, a wyróżnianie się jest zapisane w jego DNA, podobnie jak osoby, która nosi ten zapach. Czuć w nim mandarynkę, malinę i kwiat imbiru. Następnie zmysłową gardenię, ciepły bursztyn i „skórzasty” jaśmin. Na deser pachnie kardamonem, drzewem sandałowym i mlekiem.
Jeszcze mocniejsze, bardziej orientalne uderzenie nut można spotkać w kompozycji Prada Infusion D’Iris. Irysowi, który jest tu gwiazdą, a słynie ze skórzanych nut, towarzyszą: neroli, mandarynka, i pomarańcza. Z kwiatów jedynie kwiat afrykańskiej pomarańczy. Następnie czuć moc bardzo wytrawnych nut mastyksu, wetywerii, kadzidła, cedru virginia i benzoesu. To najbardziej wytrawny spośród naszych jesiennych kandydatów do otulenia zapachem.
Jeśli natomiast woli się kompozycje niesłodkie, ale też bardziej bliskie ciału, tajemnicze i bez „ogona”, jesień to najlepszy czas na dwie kompozycje. Pierwszą z nichest mała czarna wśród zapachów, czyli Bulgari Goldea The Roman Night. W czarnym flakonie ze złotymi dodatkami, kryją się pięknie zgrane nuty i akordy zapachowe czarnego pieprzu, bergamotki, morwy. Pachną kwiaty jaśminu, piwonii, tuberozy i róży. A otulają je zmysłowe czarne piżmo, wetyweria, mech i paczula. Trzeba podejść nieco bliżej do osoby, która je nosi, ale ich trwałość i moc są niezwykłe.
Podobnie jak Dior J’Adore Infinissime. To zapach, o którym mówi się, jako o jednym z niewielu w świecie perfum, mówi się, że dogonił a nawet przegonił pierwszą wersję J’Ador. W przepięknej biżuteryjnej i smukłej butelce jak kobieca sylwetka, kryją się zmysłowe nuty. Perfumy otwierają nuty bergamotki i czerwonej pomarańczy. Kwiatowe serce jest kwintesencją kobiecości i ciepła, a stanowią je nuty róży stulistnej, jaśminu Sambac, ylang-ylang oraz tuberozy z Grasse. Całość ociepla i otula drzewo sandałowe. Zapach jest superkobiecy, ciepły niczym kaszmirowy sweter i długo pozostaje na skórze, choć nie krzyczy na odległość swoją obecnością. Perfekcyjny na nadchodzący sezon.