Nierzadko to urządzenie jest nazywane żelazkiem, bo przypomina to mechanizm jego działania. Pasmo wsunięte między dwie rozgrzane płytki mocno się nagrzewa i pod wpływem temperatury prostuje. Jednak w praktyce nowoczesnym prostownicom do żelazka daleko. Są skonstruowane w taki sposób, by nie spalić włosów.
Na początek zwróćmy uwagę, z czego wykonane są płytki. Najczęściej ich powierzchnia jest pokryta ceramiczną powłoką, która równomiernie się nagrzewa, więc ryzyko zniszczenia pasm jest mniejsze. Teraz coraz więcej prostownic ma wzmacniane płytki, czyli ceramiczno-tytanowe lub tytanowe, a często pokryte także powłoką diamentową, czy turmalinową. Również są bezpieczne dla włosów, a jednocześnie trudniej je uszkodzić, dzięki czemu możemy być pewni, że sprzęt będzie nam towarzyszyć dłużej niż jeden sezon.
Rozważmy także moc urządzenia. Im wyższa, tym prostownica szybciej się nagrzewa, więc warto wybierać takie o mocy w okolicach 100 W. Jeśli jest niższa, wtedy zanim sprzęt będzie gotowy do użycia, może minąć nawet kilka minut.
Ważna jest regulacja temperatury, bo niektórym włosom nie służy zbyt mocne nagrzewanie. Urządzenie może być wyposażone w elektroniczny wyświetlacz, lub pokrętło i mieć możliwość ustawienia ciepła od 100 do zwykle 230 st. C.
Na końcu warto też bliżej przyjrzeć się dodatkowym możliwościom prostownicy. Wiele nowoczesnych modeli ma m.in. funkcję jonizacji, która jest naprawdę przydatna. Pod wpływem wysokiej temperatury otwierają się łuski włosów. Gdy włączymy funkcję jonizacji wytwarzają się jony ujemne, które domykają łuski i wygładzają powierzchnię włosów. Podobnie działa też powłoka turmalinowa w prostownicy. Dzięki temu pasma mniej się puszą i nie elektryzują.
Cenną funkcją jest też ochrona przed przegrzaniem. Wtedy urządzenie wyłącza się po pewnym czasie, gdy przestajemy go używać.